B-side’y Oasis: surowe hymny, które mogły trafić na albumy

0
15
Rate this post

Spis Treści:

Dlaczego b-side’y Oasis to osobna kategoria w dyskografii

B-side w latach 90.: od „odpadów” do tajnej broni singli

Na rynku muzycznym lat 90. b-side oznaczał dodatkowy utwór dołączony do singla – początkowo dosłownie „drugą stronę” winyla, później bonusowe nagrania na CD1, CD2 czy maxi-singlach. Dla wielu zespołów był to kosz na szkice, żarty z sali prób i produkcyjne resztki. Oasis odwrócili tę logikę: b-side’y stały się integralną częścią ich oferty, często niemal równorzędną wobec albumów.

Zespół funkcjonował w realiach, w których sprzedaż singli i pozycja na listach były kluczowe dla wizerunku. Wytwórnie wypuszczały po kilka wersji tego samego singla – każdy z innym zestawem utworów. Dla OASIS b-side’y stanowiły:

  • argument handlowy – fani kupowali kilka wersji singla, żeby mieć komplet piosenek,
  • pole manewru artystycznego – miejsce na eksperyment, covery, surowsze nagrania,
  • rodzaj „otwartego archiwum”, w którym lądowały utwory zbyt dobre, by je wyrzucić, ale niepasujące do koncepcji albumu.

Jeżeli inne zespoły traktowały b-side’y jak margines, to Oasis przenieśli na nie część swojej głównej kreatywnej energii. Już sama ta różnica podejścia uzasadnia analizowanie ich jako osobnej kategorii.

Jeśli b-side w katalogu przeciętnego zespołu oznacza zwykle ciekawostkę, to w dyskografii Oasis jest często brakującym puzzlem i alternatywną wersją historii zespołu. To punkt wyjścia do krytycznej oceny: nie „czy ciekawy dodatek?”, ale „czy powinno to być na albumie?”.

Rynek singli w Wielkiej Brytanii i rola kolekcjonerska

Brytyjski rynek singli lat 90. premiował nabywców fizycznych wydań. System CD1/CD2 i równoległe wydania winylowe sprawiały, że na półkach pojawiały się małe, ale gęsto zapełnione „mini-archiwa” zespołu. Oasis wykorzystali ten model do maksimum:

  • CD1 – zwykle singiel + 2 b-side’y,
  • CD2 – ten sam singiel + 2 inne b-side’y,
  • 7″ winyl – często jeszcze inny zestaw tracków lub skrócone wersje.

Dla fana oznaczało to jedno: brak singli = niepełna dyskografia. Kompletowanie singli Oasis było niemal obowiązkiem, jeżeli ktoś chciał znać pełną twórczość Noela Gallaghera z danego okresu. To właśnie na b-side’ach lądowały:

  • pierwsze wersje przyszłych hitów,
  • utwory o stadionowym potencjale, które przegrały walkę o miejsce na trackliście,
  • piosenki zbyt osobiste lub zbyt dziwne, by pasować do spójnego albumu.

Z perspektywy audytora jakości ważny jest tu punkt kontrolny: czy brak znajomości b-side’ów zniekształca obraz zespołu? W przypadku Oasis odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Bez b-side’ów Noel jawi się jako solidny, ale „tylko” bardzo dobry songwriter. Z b-side’ami w pakiecie – jako autor nadmiaru świetnych numerów, zmuszony do trudnych selekcji.

Jeżeli ktoś analizuje dyskografię Oasis wyłącznie przez pryzmat albumów studyjnych, pomija co najmniej jeden poziom ambicji kompozytorskiej zespołu. B-side’y nie są dodatkiem – są równoległym strumieniem twórczości.

B-side jako laboratorium Noela i strefa ryzyka artystycznego

Noel Gallagher traktował b-side’y jak prywatne laboratorium. Albumy podlegały presji wytwórni, menedżera, oczekiwaniom radia i prasy. B-side’y były obszarem znacznie luźniej kontrolowanym. Tutaj testował:

  • inne struktury kompozycji (np. brak klasycznego refrenu albo wydłużone cody),
  • zmiany w instrumentarium (pianino zamiast ściany gitar, orkiestracje, eksperymenty perkusyjne),
  • odważniejsze teksty – bardziej osobiste, bardziej abstrakcyjne albo bardziej dosadne niż na albumach.

Fani szybko zorientowali się, że b-side’y to nie są odpady. Zaczął się nieformalny „wyścig” oczekiwań: każdy nowy singiel to nie tylko tytułowy utwór, ale przynajmniej 2–3 nieznane wcześniej kompozycje. W efekcie wiele singli Oasis było w praktyce mini-EP-kami o jakości bliskiej albumom.

Z punktu widzenia audytu jakości widać tu istotny mechanizm: margines wolności stawał się miejscem najwyższego ryzyka, ale też największych odkryć. Właśnie dlatego część b-side’ów ma w sobie coś, co trudno znaleźć na „wypolerowanych” albumach – surową energię, niedomknięte pomysły, ale też emocjonalny ciężar, którego nie wypuszcza się jako singla radiowego.

Jeśli singiel miał być produktem na listy przebojów, b-side mógł zostać surowym hymnem dla fanów. Tę różnicę słychać wyraźnie, gdy porówna się np. radiowe „Wonderwall” z intymnym „Talk Tonight”.

Minimalne kryteria „surowego hymnu” Oasis

Nie każdy b-side Oasis zasługuje na status „utraconego klasyka”. Potrzebny jest zestaw minimalnych kryteriów, który oddziela sympatyczną ciekawostkę od potencjalnego elementu alternatywnej dyskografii. W praktyce oznacza to, że b-side musi udźwignąć przynajmniej kilka z poniższych elementów:

  • Silna melodia – linia wokalna, którą można zanucić po jednym–dwóch odsłuchach.
  • Wyrazisty aranż – czy to pełna ściana gitar, czy akustyk, ale z jasno zarysowaną dynamiką utworu.
  • Potencjał stadionowy lub emocjonalny – chwytliwy refren, wspólne śpiewanie, albo silne, kameralne napięcie.
  • Tekst wykraczający ponad autoparodię – może być prosty, ale nie może być wyłącznie zbitką klisz bez żadnego twistu.
  • Wykonanie z charakterem – Liam na froncie formy lub Noel w formie interpretacyjnej, bez wrażenia „próby generalnej”.

To zestaw minimum. Jeżeli b-side spełnia więcej niż połowę tych kryteriów, można go traktować jako „utracony singiel”, a nie tylko gratkę kolekcjonerską. Jeśli brakuje mu melodii albo wyrazistego wokalu, trudno go bronić w konkurencji z materiałem albumowym.

Jeżeli dany utwór:

  • wpada w ucho,
  • ma spójne brzmienie z epoką,
  • a tekst nie razi przypadkowością,

to jest to pierwszy sygnał, że warto włączyć go do audytu „czy mógł trafić na album”. W kolejnych sekcjach takie utwory będą oceniane według bardziej szczegółowych punktów kontrolnych.

Kryteria audytowe: co sprawia, że b-side Oasis „mógł trafić na album”

Punkt kontrolny 1: kompozycja – melodia, struktura, hook

Pierwszym i najważniejszym filtrem jest poziom kompozycji. Oasis to zespół budowany na melodii – jeżeli numer nie broni się na samym akustyku, przegrywa na starcie. Kluczowe elementy do sprawdzenia:

  • Refren / hook – czy utwór ma wyraźny szczyt melodyczny, który pamięta się jeszcze długo po odsłuchu.
  • Struktura – czy utwór rozwija się logicznie (zwrotka–refren–mostek), czy raczej stoi w miejscu.
  • Mostek – często to tu kryje się „magia” kompozycji, np. w „The Masterplan” czy „Acquiesce”. Brak mostka w Oasis zwykle oznacza szkic.
  • Zapamiętywalność – czy po trzech odsłuchach jesteś w stanie zanucić przynajmniej refren i fragment zwrotki.

Porównując b-side’y z albumami, sensowne jest przyjęcie wzorców z dwóch pierwszych płyt: Definitely Maybe i (What’s the Story) Morning Glory?. Jeżeli b-side kompozycyjnie dorównuje takim utworom jak „Live Forever”, „Slide Away”, „Some Might Say” czy „Don’t Look Back in Anger”, przechodzi pierwszy etap audytu.

Jeśli b-side ma ciekawy pomysł riffowy, ale brak mu kulminacji melodycznej (np. monotonna linia wokalu), to sygnał ostrzegawczy: taki utwór dobrze działa jako „deep cut”, ale słabo broniłby się w środku albumu obok pełnowymiarowych piosenek.

Punkt kontrolny 2: brzmienie i produkcja

Drugi filtr to brzmienie. Oasis to specyficzna ściana gitar, ale zawsze ułożona w przemyślany sposób. B-side’y bywają bardziej surowe, czasem nagrywane w pośpiechu między trasami, jednak nawet wtedy ważne są trzy rzeczy:

  • Spójność z epoką – czy b-side brzmieniowo pasuje do sesji danego albumu, czy sprawia wrażenie demo odklejonego od głównej produkcji.
  • Balans instrumentów – czy perkusja nie ginie pod gitarami, czy wokal nie jest „zabetonowany” w miksie.
  • Świadoma surowość – czy brudne brzmienie jest efektem wyboru (np. garażowy charakter), czy po prostu braku dopracowania.

Nie wszystkie b-side’y muszą mieć rozmach produkcyjny „Champagne Supernova”. Jednak kandydat do albumu nie może brzmieć jak przypadkowe demo z sali prób. Wyjątkiem są nagrania akustyczne, które bronią się minimalizmem – tu punkt kontrolny przesuwa się bardziej w stronę wykonania i emocji.

Jeśli b-side pod względem sonicznej gęstości i jakości miksu nie odstaje drastycznie od materiału albumowego z danej ery, można założyć, że z lekkim doszlifowaniem mógłby bez wstydu znaleźć się na płycie. Jeśli natomiast różnica w jakości jest słyszalna nawet na przeciętnych słuchawkach, to poważny sygnał ostrzegawczy.

Punkt kontrolny 3: tekst – między kliszą a zaskoczeniem

Teksty Oasis rzadko wygrywały konkursy poetyckie, ale miały swój charakter: połączenie prostych obrazów, zaczepnego tonu i odrobiny psychodelicznej abstrakcji. W audycie b-side’ów trzeba sprawdzić:

  • Spójność tematyczną – czy tekst ma jakiś wątek przewodni, czy składa się z przypadkowych linijek.
  • Unikanie autoparodii – zbyt częste powtarzanie tych samych fraz („sunshine”, „rain”, „walking down the hall”) bez świeżego kontekstu.
  • Jeden mocny wers – Oasis żyli z pojedynczych zapadających w pamięć linijek, które fani cytowali na transparentach.
  • Dopasowanie do melodii – nawet średni tekst może działać, jeśli fonetycznie dobrze „leży” w linii wokalnej.

Nie każdy b-side musi być lirycznie na poziomie „The Masterplan”. Wystarczy, że nie psuje utworu i nie wybija słuchacza z klimatu. Jeśli pojawia się choć jeden wers, który dodaje piosence charakteru, b-side przechodzi ten punkt kontrolny.

Jeżeli analiza pokazuje, że tekst to wyłącznie ciąg klisz bez żadnej próby rozwinięcia tematu, trudno bronić takiego numeru w zestawieniu z najmocniejszymi albumowymi utworami.

Punkt kontrolny 4: wokal – forma Liama i Noela

Oasis opierali się na dwóch wyrazistych głosach: Liamie jako głównym wokaliście i Noelu jako bardziej lirycznym kontraście. W b-side’ach pojawia się pełna rozpiętość formy – od absolutnego topu Liama po nagrania brzmiące jak wzięte po całonocnej imprezie. Ocena jakości wymaga sprawdzenia:

  • Stabilności intonacji – szczególnie w górnych rejestrach i przy długich frazach.
  • Charakteru frazowania – czy Liam „niesie” melodię z typowym dla siebie atakiem, czy śpiewa od niechcenia.
  • Doboru wokalisty – czy piosenka nie zyskałaby, gdyby zaśpiewał ją drugi z braci.
  • Warstw chórków – jeden z sekretów brzmienia Oasis to harmonie wokalne; ich brak na b-side’ach często obnaża szkicowość produkcji.

Dobrze zaśpiewany b-side może nadrabiać braki kompozycji lub tekstu. Przykładem są nagrania, w których Liam dostarcza surową, chropowatą energię, zamieniając prostą pieśń w stadionowy manifest. Z drugiej strony, nawet świetna melodia może przepaść, jeśli wokal brzmi jak niedokończona próba.

Jeżeli wykonanie wokalne:

  • jest pewne,
  • nie męczy przy głośnym odsłuchu,
  • a charakter głosu wzmacnia przekaz piosenki,

Punkt kontrolny 5: miejsce w narracji albumu

Nawet najlepszy b-side nie „trafi na album” wyłącznie dzięki jakości jednostkowej. Musi pasować do narracji płyty – także tej czysto muzycznej. Przy audycie konieczne jest sprawdzenie:

  • Funkcji utworu – czy numer nadaje się na otwarcie, „środek ciężkości” płyty, oddech akustyczny, czy raczej finał.
  • Tempa i energii – czy nie dubluje zbyt blisko istniejącego albumowego kawałka o podobnym charakterze.
  • Ton emocjonalny – czy klimat tekstu i melodii nie kłóci się z osią albumu (euforia, melancholia, gniew).
  • Przejść między utworami – czy wyobrażone przejście z poprzedniego i do następnego numeru nie wypada sztucznie.

Dobrym testem jest proste ćwiczenie: zastąpić w głowie jeden z najsłabszych albumowych utworów danej ery konkretnym b-side’em i sprawdzić, czy ciągłość słuchania poprawia się, czy pęka. Jeśli b-side podnosi dynamikę lub uzupełnia brakującą emocję – przechodzi ten punkt kontroli. Jeśli rozsadza narrację lub ją zdubluje, lepiej zostawić go jako osobny, boczny rozdział.

Punkt kontrolny 6: powtarzalność motywów i „kanibalizacja” repertuaru

Oasis operowali ograniczonym, ale bardzo skutecznym zestawem środków: określone progresje akordów, tematy tekstowe, typy hooków. W ocenie b-side’ów trzeba zweryfikować, czy dany utwór:

  • nie powiela zbyt dosłownie konstrukcji z już wydanych singli lub głębokich albumowych tracków,
  • nie kanibalizuje kluczowego motywu, który na albumie ma już swoje mocne reprezentacje,
  • dodaje co najmniej jeden nowy składnik – nietypowy mostek, inne tempo, zmianę perspektywy lirycznej.

Jeżeli b-side brzmi jak słabsza wariacja „Already Gone” konkretnego stadionowego hymnu z płyty, to sygnał ostrzegawczy. Nawet jeśli sam w sobie jest solidny, w strukturze albumu będzie wyglądał jak wewnętrzny dubel. Jeżeli natomiast wykorzystuje znany idiom (np. klasyczną progresję akordów Noela), ale dokłada nową melodyną krawędź lub bardziej osobisty tekst – ma argument, by wejść do alternatywnego tracklistingu.

Punkt kontrolny 7: wartość dodana dla fanów i koncertów

Ostatni wymiar audytu to użyteczność live. Oasis byli zespołem, który myślał setlistami. B-side potencjalnie albumowy:

  • powinien mieć czytelny moment kulminacyjny, który można rozciągnąć na scenie,
  • nie może wymagać nadmiernie skomplikowanej produkcji, której zespół nie byłby w stanie odtworzyć w trasie,
  • musi wytrzymać zestawienie na żywo z największymi singlami bez poczucia „wypełniacza”.

Jeżeli podczas wyobrażonego koncertu numer wypada naturalnie między „Some Might Say” a „Cigarettes & Alcohol”, to mocny argument za tym, że jego miejsce na płycie zostało mu „odebrane” głównie z przyczyn logistycznych. Jeśli natomiast na żywo gasłby po dwóch minutach – lepiej, by pozostał w katalogu jako nagroda dla najwierniejszych.

Podsumowując blok kryteriów: b-side, który przechodzi większość opisanych punktów kontrolnych (kompozycja, brzmienie, tekst, wokal, miejsce w narracji, brak kanibalizacji i sens koncertowy), może zostać potraktowany jako pełnoprawny kandydat do alternatywnej wersji albumu. Jeżeli kuleje na trzech–czterech z nich, zostaje solidnym, ale jednak pobocznym epizodem.

Rockowy zespół grający energetyczny koncert przy kolorowych światłach
Źródło: Pexels | Autor: Harrison Haines

Złota era b-side’ów: okres „Definitely Maybe” – fundament surowych hymnów

Kontext sesji: nadprodukcja materiału jako standard

Okres Definitely Maybe to faza, w której nadprodukcja materiału była regułą, a nie wyjątkiem. Zespół miał w zanadrzu więcej piosenek niż mógł zmieścić na debiucie, a Noel pisał w tempie, które samo w sobie stanowiło osobny punkt kontrolny: czy jakość nadąża za ilością. W praktyce – często nadążała.

W tym czasie powstały b-side’y, które pod względem melodii i energii dorównywały, a czasami przebijały część materiału albumowego. Słuchacz, który po latach odkrywał singlowe dodatki „Supersonic” czy „Live Forever”, miał nierzadko wrażenie, że trafił na równoległą wersję debiutu, mniej okrojoną przez wymogi czasu trwania płyty.

„Fade Away” – brakujący ogniwo między „Cigarettes & Alcohol” a „Rock ’n’ Roll Star”

„Fade Away”, b-side „Cigarettes & Alcohol”, spełnia większość kryteriów „utraconego albumowego klasyka”.

  • Kompozycja – wyrazisty refren, naturalne przejście zwrotka–refren i noelowy mostek, który podnosi napięcie zamiast je rozpraszać.
  • Brzmienie – szorstka, ale kontrolowana ściana gitar; numer brzmi jak fragment tej samej sesji co „Bring It On Down”, bez efektu demo.
  • Tekst – prosta, ale spójna opowieść o utracie złudzeń; kilka wersów nadaje się na transparent, co dla Oasis było lirycznym minimum.
  • Wokal – Liam śpiewa na krawędzi, ale utrzymuje intonację; surowość działa tu na korzyść.

Jedyny poważniejszy argument przeciw obecności „Fade Away” na debiucie to gęstość repertuaru. W albumowej narracji trudno byłoby upchnąć kolejny szybki, gitarowy manifest bez ryzyka zmęczenia materiału. W alternatywnym trackliście mógłby jednak spokojnie zastąpić słabszy moment lub funkcjonować jako numer otwierający drugą stronę winyla.

„Listen Up” – longplayowy kaliber ukryty na odwrocie singla

„Listen Up”, b-side „Cigarettes & Alcohol” i późniejszy stały punkt kompilacji, to przykład utworu, który pod kilkoma względami wyprzedzał debiut i zapowiadał epikę drugiej płyty.

  • Struktura – rozbudowany format, z czytelnym intro, rozwijającymi się zwrotkami i wyciągniętym refrenem nadającym się na finał koncertu.
  • Mostek – jeden z najmocniejszych wczesnych momentów Noela, pokazujący jego umiejętność budowy napięcia na ograniczonym materiale harmonicznym.
  • Produkcja – bliżej tu do wczesnej wersji „Morning Glory” niż do garażowej surowości niektórych numerów z „Definitely Maybe”.

Jedynym realnym zarzutem jest lekka powtarzalność fraz i długość – b-side ociera się o drobną megalomanię formy w stosunku do reszty debiutu. W kontekście audytu: spełnia wszystkie minima, ale być może zbyt mocno wyciąga płytę w stronę „drugiego rozdziału”, którym ostatecznie stał się dopiero (What’s the Story) Morning Glory?.

„Headshrinker” – surowość jako atut, ale z ograniczonym potencjałem albumowym

„Headshrinker”, b-side „Some Might Say”, stylistycznie spina okres debiutu z następną erą. To przykład numeru, który energetycznie robi ogromne wrażenie, lecz w audycie albumowym przegrywa w kilku kluczowych punktach:

  • Kompozycja – dominacja riffu nad melodią wokalną; numer bardziej „pędzi” niż opowiada historię.
  • Tekst – zlepek obrazów bez wyraźnej osi; działają pojedyncze wersy, ale trudno mówić o spójnej opowieści.
  • Wokal – agresywny Liam to plus, ale przy dłuższym odsłuchu numer męczy, szczególnie w zestawieniu z bardziej melodyjnym materiałem.

W kategorii b-side’ów „garażowych” to ważna pozycja, ale w kontekście albumu pełniłby raczej funkcję jednorazowego zastrzyku adrenaliny niż numeru, do którego słuchacz chętnie wraca. Jeśli celem jest równowaga dynamiki płyty, „Headshrinker” nadaje się raczej na stronę B singla niż na środek longplaya.

Bilans ery „Definitely Maybe” – ile klasyków poza płytą?

Biorąc pod uwagę pełny zestaw singli, w okolicach debiutu można wskazać kilka b-side’ów, które spełniają minimum większości opisanych wcześniej kryteriów: „Fade Away”, „Listen Up”, częściowo „Cloudburst” i „Take Me Away”. Dwie pierwsze pozycje spokojnie mogłyby wejść do alternatywnej wersji albumu, wypierając słabsze momenty lub rozciągając płytę do formatu bogatszego wydania.

Jeśli więc przyjąć, że Definitely Maybe to 10/10 w oficjalnej formie, to era singlowa z tego okresu wygląda jak dodatkowe 2–3 punkty jakości – niekoniecznie potrzebne na płycie, ale kluczowe dla zrozumienia, jak szeroki był wówczas margines twórczy Noela.

Szczyt formy: b-side’y z ery „(What’s the Story) Morning Glory?”

Odpadki z panteonu – dlaczego w ogóle coś wypadło?

Okres Morning Glory to moment, gdy próg wejścia na album był ekstremalnie wysoki. W jednym zestawie znalazły się „Wonderwall”, „Don’t Look Back in Anger”, „Champagne Supernova”, „Some Might Say” czy „Morning Glory” – trudno w takim towarzystwie wcisnąć nawet bardzo dobre utwory bez nadmiernego przeładowania płyty.

B-side’y z tej ery pokazują, że kilka z nich odpadło nie z powodu jakości, ale ze względu na:

  • nadmiar materiału o podobnym profilu (kolejne hymny mid-tempo),
  • potrzebę skrócenia całości do rozsądnej długości,
  • świadomą strategię „dokarmiania” singli, by te sprzedawały się długo po premierze.

„Acquiesce” – b-side, który broni się jak lead single

„Acquiesce”, dołączony do „Some Might Say”, jest podręcznikowym przykładem b-side’u kalibru singlowego.

  • Kompozycja – mocny, natychmiast zapamiętywalny refren, rozpisany na wymienność Liama i Noela; konstrukcja wytrzymuje wielokrotne odtworzenia.
  • Brzmienie – gęsta ściana gitar osadzona w tym samym uniwersum co „Morning Glory”; brak wrażenia szkicu.
  • Tekst – motyw braterskiej lojalności, który w kontekście Oasis zyskuje dodatkową warstwę; kilka wersów to przyszłe hasła na koszulki.
  • Wokal – jeden z najpełniejszych duetów braci; klasyczny przykład, jak naprzemienność głosów podnosi rangę utworu.

W audycie albumowym „Acquiesce” przechodzi wszystkie punkty kontrolne. Główny zarzut dotyczy jedynie przeładowania płyty hymnami – w towarzystwie „Some Might Say” i „Don’t Look Back in Anger” mógłby osłabić efekt kulminacyjny, bo każdy utwór chciałby być „tym najważniejszym”. To raczej problem luksusu niż braków jakości.

„The Masterplan” – podręcznikowy „utracony klasyk”

„The Masterplan”, b-side „Wonderwall”, bywa często wskazywany jako najbardziej rażący przykład utworu, który powinien znaleźć się na albumie. Analiza kryterialna to potwierdza:

  • Kompozycja – rozbudowana, ale spójna; melodia wokalna pracuje w zwrotkach i w refrenie, a mostek wprowadza dodatkową głębię.
  • Brzmienie i aranż – wyraziste smyczki, świadomie zastosowana produkcyjna pompa; numer z marszu brzmi jak klasyk.
  • Tekst – jedna z najbardziej dopracowanych lirycznie propozycji Noela w tym okresie, z wyraźną osią znaczeniową.
  • Wokal Noela – interpretacyjnie dorównuje „Don’t Look Back in Anger”, przy czym całość jest bardziej kontemplacyjna niż stadionowa.

Argumentem przeciw obecności „The Masterplan” na Morning Glory jest jego inny ciężar emocjonalny. Utwór ciąży w stronę refleksyjnego, niemal filozoficznego komentarza, podczas gdy album opiera się na bardziej bezpośrednim ładunku emocji. W alternatywnej wersji płyty można go wpisać jako finał zamykający narrację, ale wtedy „Champagne Supernova” traci część swojego efektu „ostatniego słowa”.

„Talk Tonight” – kameralny kontrapunkt do stadionowego rozmachu

„Talk Tonight”, akustyczny b-side „Some Might Say”, spełnia nieco inny zestaw kryteriów – to miniatura, ale o wysokiej gęstości emocjonalnej.

  • Kompozycja – prosta, lecz nośna; melodii wystarczy towarzystwo gitary, by działała.
  • Tekst – konkretny, osadzony w realnej historii; brak psychodelicznych klisz, za to dużo ludzkiej skali.
  • „Talk Tonight” – ciąg dalszy audytu kameralnego formatu

  • Brzmienie – surowe, bliskie, bez nadmiaru pogłosów; nagranie zachowuje wrażenie „pokoju hotelowego”, a nie wielkiego studia.
  • Rola w narracji – potencjalny oddech między hymnami; numer, który mógłby pełnić funkcję „wewnętrznego monologu” autora w środku albumu.

Przeciw obecności „Talk Tonight” na Morning Glory działa przede wszystkim kontur albumowej dynamiki. W istniejącej wersji płyty kameralny punkt ciężkości obsługują już „Cast No Shadow” i „Wonderwall”. Trzeci tego typu moment przesunąłby równowagę w stronę balladową, osłabiając impet utworów z cięższą sekcją rytmiczną.

Jeśli celem jest płyta o wyraźnym, stadionowym profilu, „Talk Tonight” lepiej funkcjonuje jako intymny załącznik do singla, prywatny dodatek dla uważniejszych słuchaczy. Jeśli celem byłaby narracja bardziej introspekcyjna, utwór mógłby stać się obowiązkowym przystankiem w środkowej części tracklisty.

„Round Are Way” i „The Swamp Song” – b-side’y jako element świata przedstawionego

Nie wszystkie b-side’y z tej ery aspirują do statusu „utraconych klasyków”. Część z nich pełni raczej funkcję rozszerzenia uniwersum albumu niż brakującego ogniwa w jego konstrukcji.

„Round Are Way”, znany też z singla „Wonderwall”, to przykład utworu, który bardziej buduje koloryt niż walczy o centralne miejsce w trackliście:

  • Charakter – beztroski, niemal modowy britpop z dęciakami; bliżej mu do ulicznej pocztówki niż do poważnego manifestu.
  • Tekst – obserwacja codzienności, lokalny folklor, nazwy własne; w kategoriach audytu lirycznego numer nie dąży do głębi, ale skutecznie szkicuje tło.
  • Potencjał live – nadaje się na rozgrzewkę koncertu, jednak na albumie grozi rozbiciem spójnego nastroju między mocniejszymi akcentami.

„The Swamp Song” (fragmenty wykorzystane jako przerywniki na Morning Glory) spełnia z kolei inną funkcję:

  • Forma – instrumentalny jam, bez klasycznej struktury piosenkowej; brak melodii wokalnej zamyka drogę do roli pełnoprawnego numeru albumowego.
  • Brzmienie – ciężkie, przesterowane, zbliżone do psychodelicznej improwizacji; ciekawy kontrast wobec singlowych hymnów.
  • Rola kontekstowa – jako motyw przewodni i wstawka na płycie tworzy wrażenie „podsłuchiwania” próby zespołu.

Jeśli szukać b-side’ów, które uzupełniają świat Morning Glory zamiast konkurować o miejsce na płycie, „Round Are Way” i „The Swamp Song” są dobrym przykładem. To materiał, który buduje atmosferę i mitologię, ale z definicji nie przechodzi pełnego audytu albumowego.

Bilans ery „Morning Glory” – ile albumów da się ułożyć z samych stron B?

Jeśli zebrać kluczowe b-side’y z tego okresu – „Acquiesce”, „The Masterplan”, „Talk Tonight”, „Round Are Way”, „Underneath the Sky”, „Cum On Feel the Noize” – powstaje pełnowartościowy zestaw, który w wielu dyskografiach mógłby funkcjonować jako regularny longplay.

Z punktu widzenia audytora można przyjąć proste rozróżnienie:

  • Kaliber albumowy – „Acquiesce”, „The Masterplan”, „Talk Tonight”, „Underneath the Sky” spełniają większość kryteriów kompozycyjnych i brzmieniowych.
  • Kaliber światotwórczy – „Round Are Way”, „The Swamp Song” i covery (jak „Cum On Feel the Noize”) wzmacniają legendę zespołu, ale są dodatkiem, nie filarem.

Jeśli przyjąć, że oficjalny album to linia główna narracji, singlowe strony B z epoki Morning Glory tworzą równoległą, krótszą płytę: bardziej dla wtajemniczonych, momentami odważniejszą aranżacyjnie, ale mniej spiętą wymogami jednolitego brzmienia.

„Be Here Now” i okolice: b-side’y na tle megalomanii i przełomu

Zmiana warunków brzegowych – gdy wszystko jest „za duże”

Okres Be Here Now różni się od poprzednich epok jednym zasadniczym parametrem: skalą przesady. Utwory albumowe są dłuższe, bardziej napompowane produkcyjnie, gęstsze aranżacyjnie. W takich realiach b-side’y nie muszą już konkurować z surową energią debiutu, ale z przeciążonym formatem, który sam w sobie staje się punktem odniesienia.

Punkty kontrolne dla b-side’ów z tej ery siłą rzeczy się przesuwają:

  • czy numer wnosi oddech w stosunku do przeładowanych aranżacji albumu,
  • czy skraca dystans do słuchacza poprzez prostszą strukturę lub mniej nachalną produkcję,
  • czy potrafi obronić się poza kontekstem „wszystko na 11/10”.

Jeśli płyta podstawowa cierpi na nadmiar, dobrze napisany b-side może paradoksalnie zabrzmieć świeżej, bo operuje na niższym woltażu i krótszym czasie trwania.

„Stay Young” – brakujące ogniwo między euforią a przesytem

„Stay Young”, b-side „D’You Know What I Mean?”, to jedno z najczęściej wskazywanych nagrań z tego okresu, które realnie mogło trafić na album.

  • Kompozycja – wyraźny, wzmacniający refren, prosty schemat zwrotka–refren, brak niepotrzebnych dłużyzn; numer kończy się w momencie, gdy jeszcze chce się go słuchać.
  • Brzmienie – wciąż gęste i przesterowane, ale o ton skromniejsze niż skrajnie rozdmuchane momenty Be Here Now; gitary nie przykrywają całkowicie melodii.
  • Tekst – typowy dla Noela manifest „wiecznej młodości”, lecz w porównaniu z częścią materiału albumowego brzmi bardziej zwięzłe i komunikatywnie.

W audycie albumowym „Stay Young” wypada korzystnie na tle kilku długich, rozwlekłych numerów z płyty. Główny sygnał ostrzegawczy to ryzyko nadmiaru podobnych tempo i nastroju. Tracklista Be Here Now już teraz męczy jednorodnością; dokładanie kolejnego, choć lepiej wyważonego w czasie trwania, hymnu mogłoby ten efekt podtrzymać.

Jeśli priorytetem byłaby redukcja długości i odchudzenie albumu, modelowym ruchem byłoby skrócenie lub wycięcie jednego z rozciągniętych utworów i wstawienie „Stay Young” jako bardziej zwartego odpowiednika. Jeśli priorytetem jest „najbardziej przesadna wersja Oasis na płycie”, utrzymanie go jako b-side’u staje się logiczne.

„The Fame” i „Flashbax” – katalogera kontra selekcja albumowa

Singiel „All Around the World” przyniósł dwa reprezentatywne b-side’y z tej ery: „The Fame” i „Flashbax”. To utwory, które pokazują inne oblicze problemu – nie brak jakości jako takiej, lecz niedostateczną odrębność wobec materiału, który już na płycie jest.

„The Fame” w audycie prezentuje się następująco:

  • Kompozycja – nośny riff i wyrazisty groove, ale brak momentu, który wybijałby się ponad standard singlowych b-side’ów Oasis.
  • Tekst – przewidywalny komentarz na temat sławy; tematycznie pokrywa się z tym, co zespół już komunikuje publicznie.
  • Produkcja – bliższa „garażowej” wersji Be Here Now, ale wciąż gęsta; numer traci przez to potencjalny walor odświeżenia.

„Flashbax” z kolei to:

  • Struktura – spokojniejsze tempo, mocny nacisk na refren, próba bardziej melancholijnego ujęcia.
  • Brzmienie – cieplejsze, z oddechem między warstwami, ale nadal bez wyraźnego „haczyka”, który usprawiedliwiałby miejsce na bardzo zatłoczonym albumie.
  • Wokal Noela – solidny, jednak nie wykracza poza poziom innych, już obecnych na płycie, wykonań balladowych.

Jeśli kryterium jest unikalność roli na albumie, zarówno „The Fame”, jak i „Flashbax” przegrywają z silniejszymi, bardziej charakterystycznymi numerami. Jako b-side’y spełniają minimum jakości, ale nie przekraczają progu koniecznego, by zmienić układ sił na trackliście.

„Going Nowhere” – zapowiedź innej wrażliwości

W otoczeniu późnej ery klasycznego składu Oasis pojawia się „Going Nowhere” – utwór wydany jako b-side „Stand by Me”, który często bywa pomijany w szybkich podsumowaniach, a dobrze ilustruje zmianę punktu ciężkości u Noela.

  • Kompozycja – klasyczna, niemal standard jazzowo-popowy w duchu 60’s; z łatwością można wyobrazić ją sobie w repertuarze innego wokalisty.
  • Aranżacja – dęciaki, szersza harmonia, bardziej „dorosła” forma; w odróżnieniu od wielu numerów z Be Here Now nie polega na głośności.
  • Tekst – rezygnacja zamiast manifestu; narrator nie porywa tłumu, raczej przyznaje się do utknięcia w miejscu.

W kontekście albumu zdominowanego przez megalomanię „Going Nowhere” mógłby pełnić rolę antytezy – spokojnego komentarza do całego spektaklu. Sygnał ostrzegawczy dotyczy jednak spójności stylistycznej: włączenie tak „dorosłego” brzmieniowo numeru na płytę pełną przesadnie przesterowanych gitar mogłoby zabrzmieć jak wstawka z innego projektu.

Jeśli w kryteriach kłaść nacisk na spójność brzmieniową, „Going Nowhere” ma powód, by zostać poza główną tracklistą. Jeśli natomiast celem byłaby większa różnorodność i zapowiedź kierunku z późniejszych solowych rzeczy Noela, utwór mógłby zostać włączony jako sygnał zbliżającej się zmiany epoki.

„My Sister Lover” i „Angel Child” – prywatne mikro-opowieści

W cieniu głośniejszych b-side’ów funkcjonują cichsze, bardziej osobiste numery z okolic Be Here Now, jak „My Sister Lover” czy akustyczny „Angel Child”. Ich znaczenie w audycie jakości nie opiera się na sile singlowej, lecz na zagęszczeniu intymnych szczegółów.

„My Sister Lover”:

  • Forma – średnie tempo, miękka rytmika, nacisk na klimat zamiast strukturalnych fajerwerków.
  • Tekst – bardziej prywatny, mniej sloganowy; wrażenie fragmentu notatnika, a nie hymnu pisanym „pod stadion”.
  • Brzmienie – wciąż zanurzone w estetyce epoki, ale z mniejszym przesterem i większym luzem.

„Angel Child”:

  • Wersja akustyczna – bliska temu, co Noel będzie robił później w solowym repertuarze; gitara i głos są wystarczające, by utrzymać uwagę.
  • Melodia – subtelna, nie tak natychmiast „chwytliwa” jak „Wonderwall”, ale z czasem wchodząca pod skórę.
  • Minimalizm – w kontekście epoki rozdmuchania minimalna produkcja jest wręcz kontrmanifestem.

W ocenie albumowej oba utwory przegrywają głównie z brakiem efektu „pierwszego wrażenia”. Nie są projektowane jako lead single ani kulminacje tracklisty; wymagają skupienia i kilku odsłuchów. Jako b-side’y działają jednak modelowo – oferują dostęp do bardziej „prywatnej” wersji Noela, czego nie zapewnia spektakl Be Here Now.

Bilans „Be Here Now” – b-side’y jako korekta kursu

Jeśli zebrać b-side’y z tej epoki – „Stay Young”, „The Fame”, „Flashbax”, „Going Nowhere”, „My Sister Lover”, „Angel Child” – widać wyraźny wzór. Z jednej strony stoją utwory, które mogłyby odchudzić album lub nadać mu bardziej zwartą formę („Stay Young”), z drugiej – numery sygnalizujące zmianę wrażliwości autora („Going Nowhere”, „Angel Child”).

W audycie całościowym:

  • jeśli priorytetem jest utrwalenie maksymalnie przerysowanego obrazu epoki britpopowej megalomanii, decyzja o pozostawieniu tych utworów na stronach B jest spójna,
  • jeśli priorytetem byłby bardziej wyważony dokument muzyczny tamtych lat, część b-side’ów powinna wejść na płytę kosztem kilku rozwleczonych numerów.
  • Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

    Co to jest b-side i jaką rolę pełnił w dyskografii Oasis?

    B-side to dodatkowy utwór dołączany do singla – kiedyś fizycznie „druga strona” winyla, później bonus na CD1, CD2 czy maxi-singlach. U większości zespołów był to zbiór odrzutów, szkiców i żartów z sali prób. W przypadku Oasis ta „druga strona” stała się równoległym strumieniem twórczości, w którym lądowały pełnoprawne piosenki, często jakościowo dorównujące albumom.

    Jeśli w katalogu przeciętnego zespołu b-side to ciekawostka, to u Oasis jest to brakujący puzzel w obrazie zespołu. Punkt kontrolny jest prosty: jeśli znasz tylko albumy studyjne, widzisz Noela jako bardzo dobrego songwriter’a; jeśli dodasz b-side’y – widać autora nadmiaru świetnego materiału, który musiał dokonywać ostrych selekcji.

    Dlaczego b-side’y Oasis są tak cenione przez fanów?

    B-side’y Oasis były traktowane jak mini-EP-ki: każdy singiel dostarczał 2–3 nowe kompozycje, często o jakości bliskiej materiałowi albumowemu. Dla fana oznaczało to, że brak singli równa się niepełna dyskografia – istotna część pomysłów Noela funkcjonowała wyłącznie na b-side’ach. To tam trafiały pierwsze wersje przyszłych hitów, „przegrańcy” z końcowej selekcji albumowej oraz utwory zbyt osobiste lub zbyt dziwne na spójny longplay.

    Jeśli ktoś po odsłuchu b-side’ów ma poczucie, że kilka numerów spokojnie mogłoby zastąpić słabsze momenty na płytach, to jest to podstawowy sygnał, że ta część katalogu Oasis nie jest dodatkiem, tylko pełnoprawnym polem twórczości.

    Jakie kryteria musi spełniać b-side Oasis, żeby „mógł trafić na album”?

    Minimalny zestaw kryteriów surowego „hymnu” Oasis obejmuje: silną melodię (da się ją zanucić po 1–2 odsłuchach), wyrazisty aranż (czytelna dynamika, nie tylko hałas gitar), potencjał stadionowy lub silne, kameralne napięcie, tekst wykraczający poza autoparodię oraz wykonanie z charakterem, bez wrażenia „próby generalnej”. To jest absolutne minimum, żeby mówić o potencjalnym materiale albumowym.

    Jeśli b-side spełnia większość z tych punktów kontrolnych, można go traktować jako „utracony singiel”, a nie jedynie ciekawostkę kolekcjonerską. Sygnał ostrzegawczy pojawia się tam, gdzie brakuje kulminacji melodycznej lub główny wokal jest wyraźnie niedopracowany – taki numer lepiej działa jako deep cut niż jako element centralnej tracklisty.

    Na czym polegało „laboratorium” Noela Gallaghera na b-side’ach?

    Albumy Oasis były pod silną presją wytwórni, radia i prasy; b-side’y stanowiły luźniej kontrolowaną przestrzeń eksperymentu. Noel testował tam inne struktury kompozycji (np. brak klasycznego refrenu, wydłużone cody), zmiany w instrumentarium (pianino zamiast ściany gitar, orkiestracje, nietypowe partie perkusji) oraz odważniejsze teksty – bardziej osobiste, abstrakcyjne lub dosadne niż to, co zwykle trafiało na album.

    Jeśli w nagraniu słychać surową energię, niedomknięte pomysły i jednocześnie emocjonalny ciężar, który trudno byłoby sprzedać jako singiel radiowy, to właśnie typowy efekt „laboratorium b-side’ów”. Margines wolności stał się tu strefą największego ryzyka, ale też największych odkryć.

    Jak brytyjski rynek singli lat 90. wpłynął na liczbę i jakość b-side’ów Oasis?

    W Wielkiej Brytanii lat 90. system CD1/CD2 i równoległe wydania winylowe premiowały kupowanie fizycznych singli. Standardem było: CD1 z tytułowym utworem i 2 b-side’ami, CD2 z tym samym singlem, ale innymi b-side’ami oraz 7″ z jeszcze innym zestawem. W praktyce każdy singiel stawał się małym archiwum z danego okresu twórczości.

    Dla Oasis był to bodziec, by regularnie dostarczać świeży, atrakcyjny materiał poza albumami. Jeśli spojrzeć na to jak audytor, widać jasno: presja rynku singlowego wymusiła nadprodukcję, a Noel zamiast zapychać tracklisty odrzutami, bardzo często wkładał tam piosenki o pełnym, „albumowym” potencjale.

    Czy da się w pełni zrozumieć rozwój Oasis, znając tylko albumy studyjne?

    Znajomość samych albumów studyjnych daje obraz rdzenia twórczości, ale pomija co najmniej jeden poziom ambicji kompozytorskiej zespołu. Na b-side’ach widać ewolucję pisania Noela, testowanie nowych form, a także utwory, które mogłyby zmienić odbiór poszczególnych er, gdyby trafiły na oficjalne płyty. Bez tego komponentu obraz jest wyraźnie zubożony.

    Praktyczny punkt kontrolny: jeśli po przesłuchaniu b-side’ów z czasów „Definitely Maybe” i „(What’s the Story) Morning Glory?” masz wrażenie, że albumy nagle „gęstnieją” od potencjalnych zamienników, to znaczy, że do tej pory patrzyłeś na historię Oasis tylko z jednej, uproszczonej perspektywy.

    Jak samodzielnie ocenić, czy dany b-side Oasis to tylko ciekawostka, czy „utracony klasyk”?

    Można zastosować prosty schemat audytowy. Najpierw kompozycja: czy po 2–3 odsłuchach pamiętasz refren i fragment zwrotki, a utwór ma wyraźny moment kulminacyjny (hook)? Następnie brzmienie: czy produkcja współgra z epoką konkretnego albumu, czy raczej brzmi jak luźna próba? Na końcu tekst i wykonanie: czy słowa niosą jakąkolwiek treść ponad zestaw klisz, a wokal ma charakter, a nie tylko „odśpiewaną linię”.

    Jeśli utwór wpada w ucho, brzmieniowo nie odstaje od epoki i tekst nie razi przypadkowością, to jest to pierwszy sygnał, że mamy do czynienia z kandydatem do alternatywnej tracklisty albumu. Jeśli brakuje któregoś z tych trzech elementów, rośnie ryzyko, że mamy raczej sympatyczny dodatek niż rzeczywisty „utracony hymn”.

    Najważniejsze punkty

  • B-side’y Oasis tworzą równoległy nurt twórczości – nie są odpadami, lecz pełnoprawnym strumieniem kompozycji, który znacząco zmienia obraz zespołu i skali talentu Noela Gallaghera.
  • Model rynku singli CD1/CD2 w Wielkiej Brytanii sprawił, że brak singli oznaczał realną lukę w dyskografii; dla fana b-side’y stały się obowiązkowym elementem „pełnego audytu” twórczości zespołu.
  • Noel wykorzystywał b-side’y jako laboratorium: testował nietypowe struktury, inne instrumentarium i odważniejsze teksty, czyli to, na co nie było miejsca pod presją albumu i radia.
  • B-side’y Oasis często dorównywały lub zbliżały się poziomem do materiału albumowego – wiele singli funkcjonowało faktycznie jako mini-EP, a nie jednorazowy „produkt na listy przebojów”.
  • Kontrast singiel vs b-side był celowy: utwór tytułowy miał format radiowy, a b-side pełnił rolę surowego hymnu dla fanów, z większym ładunkiem emocjonalnym i mniejszą „polerką” produkcyjną.
  • Minimalne kryteria „surowego hymnu” obejmują m.in. silną melodię, wyrazisty aranż, potencjał stadionowy lub kameralny, sensowny tekst i charyzmatyczne wykonanie – dopiero spełnienie większości z nich pozwala traktować b-side jako utracony singiel, a nie tylko ciekawostkę.
  • Brak znajomości b-side’ów jest poważnym sygnałem ostrzegawczym w każdej analizie Oasis: wtedy Noel wygląda na „tylko” bardzo dobrego autora albumów, podczas gdy pełny komplet singli ujawnia nadmiar materiału klasy A i skalę trudnych selekcji.